Meat Love

Nadciąga wielkimi krokami weekend i nie ulega wątpliwości, że to nie tylko moje ulubione dwa dni w tygodniu :) Leniuchowanie w łóżku do późna, przeciąganie się, ziewanie...Ogólnie rzecz ujmując - zażywanie dnia wolnego od pracy. Gdzieś w okolicach godziny 11 lub 12 żołądek wszczyna bunt. Nie ma siły, trzeba wreszcie zjeść śniadanie. Po pochłonięciu solidnej porcji gofrów z sosem toffi budzi się sumienie. Czas więc porzucić piżamę, założyć coś bardziej wyjściowego (niemniej jednak równie wygodnego) i udać się na wielkie uprawianie weekendowego sportu, czyli spacer. I w tym właśnie punkcie zaczynają się schody:

- To gdzie idziemy? Może do parku?, 
- w sumie w parku jest ładnie, no i pospacerować można w ciszy i spokoju...tylko jest jeden problem,
- jaki znowu problem?,
- w parku nie ma jedzenia.

No właśnie. Dla mnie weekendowy spacer zwykle kończy się gdzieś, gdzie można coś przekąsić. Ponieważ moje sumienie szybko radzi sobie ze zbyt dużą porcją porannych gofrów, pozostaje tylko jeden kłopot. Gdzie można zjeść? Ale nie tak zwyczajnie zjeść! Tylko tak, żeby było jednocześnie: pysznie, zdrowo, sycąco i niedrogo. No i jeszcze, żeby to było jakieś inne - pomysłowe czy zaskakujące, bo rozklepane na milimetr schaboszczaki wielkości latającego spodka, to tak może niekoniecznie.    

Na szczęście w Warszawie miejsc z niebanalnym jedzeniem wciąż przybywa. Do niedawna brakowało takich fast-slow foodów, gdzie przystępna cena pogodziła się z jakością, smakiem i w pewnym sensie kunsztem przygotowania potrawy. I do takiego właśnie miejsca trafiłam w zeszły weekend, i takie właśnie miejsce na przyszły weekend polecam. Moi drodzy - meet Meat Love. Mały lokal z wielką duszą i przepysznym jedzeniem. 

Meat Love

Właściwie powinnam skończyć mój wywód na temat Meat Love na poprzednim zdaniu, ponieważ nijak nie da się opisać smaku kanapki z mięsem, tak aby przekonać do niej tłumy. A jednak smak tego, co jadłam w tym małym fast-slow foodzie na Hożej 62, naprawdę jest grzechu wart. Wchodzimy więc do środka, jeśli jest, to zajmujemy stolik, jeśli nie bierzemy na wynos pachnący pakuneczek przewiązany sznureczkiem. A co bierzemy? Otóż osobiście polecam pieczyste, wyrób własny, hodowla polska. Najlepiej jeśli pieczystym będzie łopatka wieprzowa, uprzednio przez kilka godzin pieczona, aż uzyska stan nazywany potocznie "niebo w gębie". Pulled pork, to właśnie puszysta buła z solidną porcją nieziemskiej łopatki, roszponką i konfiturą z czerwonej cebuli. Całość zawinięta w pergamin, podana na drewnianej desce w towarzystwie ogórkowych frytek.   

Meat Love

Kolejna pozycja menu, to porchetta, czyli rolada z boczku i schabu, dobrze przyprawiona i podana w ciabacie z karczochami i suszonymi pomidorami. Podobnie jak pulled pork podana w towarzystwie ogórkowych frytek. Pycha!

Ponadto, na krwistomięsożerców czeka wspaniale upieczony rostbef podany na bagietce muśniętej domowym majonezem. Wegetarianie nie poczują się pokrzywdzeni, ponieważ Meat Love zadbało również o bezmięsne propozycje. W tym dziale: italian melt (z grillowanymi warzywami i mozzarellą) oraz buraccio (podpłomy z marynowanym burakiem i serem kozim). Ale, ale! Nie wspomniałam o czymś, zdecydowanie niezwykłym. Meat Love serwuje również gofry w dwóch wariantach: słodkie i mięsne. Zdecydowanie do spróbowania :)

Z płynów bezalkoholowych dostępne są różnorodne herbaty i napoje, w tym imbirowy. Wśród alkoholi znajdują się wina białe (z Francji), różowe (Czechy i Morawy) i czerwone (Włochy). Jednak szczególnie wyróżnia się piwo. Nie ukrywam, że głównie z powodu dość niezwykłej etykietki, zarówno z przodu, jak i z tyłu butelki:

 Meat Love

Piwo jest doskonałe w smaku, orzeźwiające i pozbawione tej wodnistości charakterystycznej dla piw produkowanych przez wielkie koncerny. Niestety nie znam się na piwie na tyle, żeby Wam je dokładnie opisać - odsyłam do strony AleBrowar.

Podsumowując moją wizytę w Meat Love: było pysznie, inaczej, ciekawie. Ceny nie przekraczają 20 złotych, a naprawdę taka kanapka spokojnie może zastąpić obiad. Wszystkie pozycje z menu są przygotowywane na oczach klientów, ze świeżych składników wysokiej jakości. Żadnej ściemy i kombinowania. Zdecydowanie nie jest to knajpka na jeden raz, bo tam po prostu chce się wracać. 

O nich napisano już wiele dobrego, zasłużenie zresztą. Dlatego ja nic więcej już nie napiszę. Zachęcam jednak do spróbowania. Tylko uwaga - lokal jest nieduży, więc nie zawsze można trafić na wolny stolik. Nie rezygnujcie jednak i po prostu zamówcie na wynos :)

Meat Love

Komentarze

  1. Portret użytkownika Bierstmeier
    Bierstmeier 31-01-2013 22:02
    To prawda! Mięsko jest pycha! Ale czy wspominiałeś o tych epokowych pikklach, które podają do kanapek. Jest jeszcze jeden plus: Dwa razy to jedzonko wyleczyło mi kaca ;)

Dodaj komentarz