Trattoria Bellini

Przyznam, że nie jestem wielką fanką restauracji Magdy Gessler. Nie zawsze ładny wystrój i dbałość o szczegóły wystarczy, aby przekonać nas, że warto w dane miejsce powrócić. W końcu dobra restauracja powinna słynąć głównie z pysznego jedzenia, do którego nie można się przyczepić, a ja zawsze miałam powód, żeby przypiąć łatkę - nie dużą, ale jednak. Dziś natomiast spotkało mnie miłe zaskoczenie. Wizyta w restauracji Bellini na Starym Mieście okazała się strzałem w dziesiątkę, i nie ukrywam - przyniosła kilka kulinarnych uniesień. 

Bellini to restauracja zdecydownanie włoska, z kuchnią toskańsko-neapolitańską. Mieści się w kamienicy Friczowskiej (21/43), charakterystycznej dzięki gotyckim portalom. Gotycki nie tylko jest portal, ale również piwnica, w której znajduje się restauracja. Niezwykła, autentyczna, kilkusalowa. Wystrój świetnie dopasowany do charakteru wnętrza (również do profilu restauracji), nie przytłacza, a tworzy ciepłą, domową atmosferę. Do restauracji warto zajść choćby na chwilę, żeby zobaczyć niezwykłą salę główną z ceglanym, wysokim jak na podziemia sufitem.  

Bellini Trattoria

Nazwa restauracji już od dłuższego czasu mnie kusiła, bo Bellini to jeden z najlepszych alkoholi, jakich próbowałam (wybaczcie mi miłośnicy bourbonów, whiskey i wszystkiego, co mocne). To orzeźwiające i delikatne połączenie soku brzoskwiniowego z musującym winem, idealne na lato.

Przejdę jednak do konkretów, bo choć cała oprawa posiłku była bardzo przyjemna, a nazwa przywołała we mnie kilka pięknych wspomnień, to jednak punktem programu było po prostu jedzenie. Na pierwszy rzut - sałatka caprese. Plastry soczystego pomidora przekładane dobrą mozzarellą. Na to kilka kółeczek czerwonej cebuli, świeże pesto, świeże liście bazylii i mielony, czarny pieprz. Do sałatki podano focaccię (rodzaj pieczywa) z solą morską. Niestety nie pokażę Wam, jak sałatka wyglądała - znikła w mgnieniu oka. Porcja była dość solidna, idealna na przystawkę dla dwóch osób.

Kilka łyków porządnego domowego wina i wcinamy dalej.

A dalej jest makaron. Pierwszy kęs i ... o nie, znowu to samo... Panie! Smaku brakuje, smaku! Drugi kęs...chwila zamyślenia...Trzeci kęs - to jest to! Makaron o toskańskiej nazwie Spaghettini alla Trapanese, to cieniutkie nitki al dente z migdałami, czosnkiem, bazylią, serem pecorino, parmezanem i czarnymi oliwkami. Delikatny i jednocześnie wyrazisty. Porcja podana w głębokim talerzu na pierwszy rzut oka nie wyglądała na dużą, po rozbebraniu jej nieco widelcem ukazała swoje rzeczywiste, dość imponujące rozmiary. Dla mnie zdecydowanie było to danie obiadowe, a nie primi piatti*, a później jeszcze mięcho.

 Bellini Trattoria

Po takiej porcji caprese i makaronu nie byłam w stanie spróbować już niczego więcej oprócz kawy (swoją drogą również smacznej). Dlatego z pewnością wrócę jeszcze do Bellini. Tylko okazji muszę poszukać, bo ceny...ceny jak to ceny. Ale opłacało się. Miła atmosfera, włoska muzyka w tle, gwar rozmów przy innych stolikach. Czuć, że to miejsce żyje.

Następnym razem pod nóż pójdzie z pewnością specjał szefowej kuchni, czyli pizza Bianca alla Magda Gessler, biała pizza z rukolą, pieczarkami, mozzarellą, gruszką, orzeszkami piniowymi i kozim serem. Zamiast sosu z pomidorów - siekane borowiki. I koniecznie deser - może lody cytrynowe z limoncello?


**
Zdjęcie główne pochodzi ze strony internetowej restauracji Bellini

Komentarze

  1. Portret użytkownika Lech S.
    Lech S. 08-02-2013 21:10
    Straszne poplątnie w tej recenzji... Spaghettini alla Trapanese to typowo sycylisjak potrwa, z miasta Trapani (z resztą maisto pojwia sie w Ojcu Chrzestnym). Co to jest kuchnia Toskańsko-Neapolitańska? Gdzie Rzym gdzie Krym? :) Neapol pizzą, warzywami i owocami morza stoji, a Toskania mięsem i polentą, na pizze patrzać z pogardą jako na pożywienie prostych pobratyców z południa. Toskańczyk ryb też nie ceni, no chyba, ze jest z Livorno lub okolic... Ale każdy w Sienie czy Florencji powie, że Livorno to nie Toskania ;) Czepiajac się dalej: gdyby w Kampanii do caprese ktoś dał cebuli został by conajmniej spalony rytualnie na rynku, a jego prochy spoczęły by w kraterze pobliskiego Wezuwiusza. Proszę o wybaczenie ironii, ale zaskakuje mnie polskie podejście do kuchni woskiej: poplątanie z pomieszaniem, utopione w tłustym, żadkim sosie, którego zaden Włoch by nie ruszył ;) Kuchnia Włoska jaką znam w Warszawie to: Il Caminetto an Saskiej Kepie, Casa Sicilia na Ogrodowej (kiedys była lepsza), BoscaIola, a nawet Mela Verde na Chmielnej.
  2. Portret użytkownika Amalia
    Amalia 09-02-2013 17:48
    Witam, dziękuję za komentarz, chciałabym jednak kilka rzeczy sprostować. Po pierwsze - nie jest to recenzja. Nie jestem krytykiem kulinarnym i nie mam kompetencji do recenzowania restauracji. Jest to po prostu opis moich wrażeń, które w przypadku Bellini były pozytywne. Polecam miejsca, w których warto zjeść, jedynie na podstawie subiektywnych doznań. Druga rzecz - profil restauracji czy specyfikę potraw, jakie tam podają zaczerpnęłam ze strony restauracji Bellini, ponieważ nie znam kuchni włoskiej na tyle dobrze, aby na podstawie menu podać z jakiego regionu są dania. Co do cebuli w caprese - być może napisałam nie tak jak trzeba - cebula była bardziej dekoracją niż faktycznym składnikiem dania i tu zgadzam się z Panem, że nie dodaje się jej do tej sałatki. Choć nie ukrywam, że dość przyjemnie przełamała smak (nie jestem purystką w żadnej dziedzinie). Makaron alla Trapanese w żadnym wypadku nie pływał w tłustym sosie. Danie było zrównoważone w smaku i w konsystencji a makaron idealnie ugotowany. W swoim życiu miałam wspaniałą okazję spróbować kuchni włoskiej z kilku regionów w najlepszym wydaniu i to, czego próbowałam w Bellini właśnie przypominało mi tamtą przygodę z włoskimi kulinariami. Proszę pamiętać, że moje wpisy dotyczą miejsc, w których smakowało mi jedzenie i w których po prostu miło spędziłam czas. Nie zaglądam kucharzom do garnków i nie wypytuję o tajniki kuchni, bo dla mnie najważniejszy jest smak i dobra atmosfera. A czy to będzie z Neapolu, Sycylii czy Toskanii - uważam za rzecz drugorzędną. Nie jest to z mojej strony żadna ignorancja, po prostu nie wiem wszystkiego na każdy temat a i nie taki jest cel moich kulinarnych wpisów. W końcu strona dotyczy Warszawy i ciekawych miejsc w Warszawie, do których uważam - warto zajść.

Dodaj komentarz