Warszawski Pont des Arts

Warszawski Pont des Arts

Jest w Paryżu pewien most, znany powszechnie jako idealne miejsce na aranżowanie romantycznych schadzek. To Pont des Arts – most dla pieszych, przerzucony przez Sekwanę przy wschodnim krańcu Luwru.

Pierwszy most w tym miejscu powstał na życzenie Napoleona, na początku XIX wieku. Był to pierwszy stalowy most w Paryżu. W czasie I wojny światowej został uszkodzony, funkcjonował jednak jeszcze do lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy mocno nadgryziony zębem czasu zwalił się do rzeki po zderzeniu z barką. Zaledwie kilka lat po tym zdarzeniu, w miejscu napoleońskiego mostu powstał nowy, nawiązujący swoją formą do poprzednika (zredukowano tylko liczbę łuków z dziewięciu do siedmiu).

Już na początku swojego istnienia, Pont des Arts został niejako zawłaszczony przez artystów ulicznych, malarzy i zakochanych. A to z kilku powodów. Pierwszym, i chyba najważniejszym, jest brak ruchu kołowego. Dzięki temu zarówno rękodzieła jak i objęte pary mogą trwać w bezruchu bez obawy o rozjechanie, potrącenie czy inne katastrofalne (zarówno dla rękodzieł, jak i dla zakochanych) w skutkach wypadki. Kolejnym powodem, jest fantastyczny widok na Sekwanę. Niemniej oszałamiający jest również widok na cztery strony Paryża, którego można doświadczyć stojąc na środku mostu. I to jest trzeci powód. Trudno bowiem nie poddać się nastrojowi, gdy od wschodu wita nas Notre Dame, na południu możemy podziwiać neoklasycystyczny gmach Instytutu Francuskiego, od północy spogląda na nas rzęsiście oświetlona fasada Luwru (schadzki w końcu odbywają się pod osłoną nocy...), a od zachodu kusi mekka zakochanych – wiaża Eiffla.

Jednak prawdziwe pielgrzymki zakochanych zaczęły ściągać na Pont des Arts, gdy most stał się miejscem akcji jednego z odcinków serialu Seks w wielkim mieście. W szczegóły tego epizodu nie będę się zagłębiać, niemniej jednak popularny kilka lat temu serial przyniósł paryskiemu mostowi niezwykłą sławę. Nieprzebrane tłumy zakochanych: całujących, obejmujących, w-oczy-wpatrujących, piknikujących-przy-francuskim-winie-choć-to-zabronione, spędzają tu długie godziny w blasku księżyca.

Sama schadzka na Pont des Arts jednak nie wystarczy, aby zakochana para mogła czuć się spełniona. Swoją dozgonną miłość, wierność i uczciwość niekoniecznie małżeńską, należy przypieczętować kłódeczką. I to nie byle jaką, ze sklepu z narzędziami. To znaczy, może być byle jaka, tylko musi być unikatowa i niepowtarzalna w tej swojej bylejakości. Rzecz polega na tym, że koniecznie trzeba na kłódce napisać, wygrawerować, wyciąć lub w inny sposób zamieścić inicjały, imiona lub nazwiska zakochanych, ewentualnie miłosny cytat tudzież wierszyk. Następnie trzeba kłódkę zawiesić na siatce płotu a kluczyk wrzucić do Sekwany. Jest to nie tylko symbol wiecznej miłości, ale również znak, żeście do Paryża przybyli, żeście Paryż zobaczyli i żeście na moście znak po sobie zostawili.

Dziwicie się pewnie dlaczego na stronie poświęconej Warszawie, aż tyle napisałam o paryskim moście i zwyczajach z nim związanych. Kiedy przeczytałam o Pont des Arts, zaczęłam się zastanawiać, gdzie w naszej pięknej stolicy, mamy takie prawdziwie romantyczne miejsca. Nie wpadłam na nic aż tak zinstytucjonalizowanego jak most zakochanych w Paryżu, jednak kilka miejsc przyszło mi do głowy. Jednym z najciekawszych jest chyba zbocze skarpy u podnóży Nowego Miasta. Oczywiście romantyzm tego miejsca jest najlepiej wyczuwalny ciepłą wiosną i latem, kiedy leżąc na miękkiej trawie można podziwiać (oprócz ukochanej/ukochanego), Wisłę, kolorowo oświetlone mosty, fontanny w Multimedialnym Parku Fontann lub po prostu...gwiazdy. Jeśli chodzi o zakochanych, nawet tak oklepane widoki uchodzą.

Ostatnio jednak trafiłam na miniaturę Pont des Arts. Taką nieco w stylu nadmorskich pamiątek – latarni zamkniętych w kulach wypełnionych wodą i brokatem, lub figurek delfinków (!) zaplątanych w rafę koralową (!)*. Czyli trochę naciąganych, trochę przekoloryzowanych, trochę przesłodzonych. A jednak, wbrew wszystkim moim przekonaniom, polubiłam ten maleńki mostek przerzucony przez Potok Służewiecki tuż przy wejściu na Plażę Wilanów.

W lutym tego roku, przed Walentynkami, mostek został ozdobiony metalowymi, oświetlonymi po zmroku konstrukcjami w kształcie serc oraz blachami z wystającymi pętelkami (tłumaczenie dość pokrętne, więc zobaczcie na zdjęciu), na których można zawieśić kłodkę. I tak oto, mamy w Warszawie nasz mały Pont des Arts. Kiczowaty, cukrowy, dla wielu niedorzeczny i nieakceptowalny. Ja jednak mam duży dystans do takich dziwactw, bo wydaje mi się, że za postawieniem świecących serduszek, stała czyjaś, mimo wszystko, dobra wola. A ja – ilekroć koło niego przechodzę, nie mogę powstrzymać uśmiechu. Świecące serduszka i kłódki z inicjałami zakochanych na tle: z jednej strony drogi ku jednemu z najpiękniejszych zabytków w Polsce, czyli pałacowi w Wilanowie, z drugiej strony, na tle wilanowskiej plaży i stojącej w jej centralnym punkcie ubijaczki-buławy. Po obejrzeniu wszystkich elementów otoczenia, romantyczny nastrój może i pryśnie, ale dobry humor to w końcu też jest gwarancja udanego wieczoru :)

Jeśli znacie romantyczne miejsca w Warszawie, piszcie! Uzupełnimy listę i może pomożemy komuś zdobyć serce ukochanej...? ;)

 

* Jeśli nie wierzycie, że takie rzeczy sprzedają w sklepach z pamiątkami nad polskim morzem, sprawdźcie sami.     

Komentarze

  1. Portret użytkownika Adam
    Adam 16-04-2013 08:51
    Również mostek w Łazienkach, vis-a-vis Pałacu na wodzie może być takim kandydatem... ;)
  2. Portret użytkownika Małgosia
    Małgosia 24-10-2013 08:47
    Każda okazja do okazania sobie uczuć w pięknych okolicznościach przyrody jest godna uznania!:)) Super,że powstają takie miejsca w Warszawie...nawet jeśli są nieco kiczusiowate;)
  3. Portret użytkownika Agata
    Agata 13-11-2013 10:10
    To jeszcze dopisz Piramidę do krajobrazu i uśmiech nie schodzi z twarzy. ;-) Byłam na odsłonięciu !

Dodaj komentarz