Warszawskie szopki bożonarodzeniowe

Warszawskie szopki bożonarodzeniowe

W dobie multimedialnych zabawek, internetu, gadżetów, o których istnieniu jeszcze nikt kilka lat temu nie marzył, a dziś są w powszechnym użyciu, widok szopki bożonarodzeniowej, pewnie nie zaskoczy zbyt wielu dzieci. Drewniane figurki poruszające się za pomocą skomplikowanych mechanizmów, zębatek i łańcuchów, współcześnie bardziej chyba przypominają eksponaty muzealne, które oglądamy z zainteresowaniem, niż doroczne przedświąteczne przedstawienie, które zarówno dzieci, jak i dorośli jeszcze kilkadziesiąt lat temu oglądali z zapartym tchem.

Piszę “kilkadziesiat”, ponieważ tradycja szopek powoli zamiera. Kusząca kolorami atrakcja dla każdego, stała się dla nas symbolem zamierzchłych tradycji. A przecież sama pamiętam, z jakim zainteresowaniem przyglądałam się maleńkim ludzikom poruszającym się od lat w tym samym rytmie i podług tego samego scenariusza. Pierwsza szopka, którą widziałam jako siedmioletnia dziewczynka, znajduje się do dziś w miejscowości Wambierzyce niedaleko Kudowy Zdrój. Dziwna, maleńka miejscowość pełna starych kapliczek i bram powciskanych w uliczki i między domy. Nad Wambierzycami z jednej strony góruje barokowa bazylika pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii, a z drugiej kalwaria z setką kaplic, kapliczkami, bramami.

Wszystko w tej miejscowości nawiązuje do tematyki biblijnej. Do bazyliki wiedzie 57 symbolicznych schodów, strumień nosi nazwę Cedron, a okoliczne wzgórza to między innymi Tabor, Syjon i Horeb. Wśród tych kapliczek, bram i biblijnych odniesień, w tej wyczuwalnej niemal w powietrzu mistycznej atmosferze, znalazł się jeden budynek, którego wnętrze wypełnia magia. Jest to dom, w którym w drugiej połowie XIX wieku mieszkał zegarmistrz Longinus Wittig, i w którym pozostawił dzieło będące efektem wieloletniej pracy – niezwykłą ruchomą szopkę, która szybko stała się niezwykłą atrakcją zarówno dla mieszkańców Wambierzyc, jak i dla odwiedzających miejscowość turystów i pielgrzymów.

Źródło: www.wambierzyce.pl

Po śmierci Longinusa w 1895 roku, tradycję tworzenia szopek ruchomych przejął jego syn Hermann Wittig. Do dziś szopki przedstawiające sceny biblijne, Świętą Rodzinę, Objawienie Matki Bożej w Lourdes, kopalnię węgla oraz … zabawę ludową, możemy podziwiać przy okazji wizyty w tej zupełnie niezwykłej miejscowości. Ja do dziś nie zapomnę, jakie wrażenie wywarły na mnie wambierzyckie szopki i muszę przyznać, że wróciłam po latach zobaczyć je ponownie, już jako dorosła kobieta. Możecie mi wierzyć, że nawet w epoce smartfonów, telewizji 3D i technologii przyprawiającej o zwrót głowy, takie misterne dzieło ludzkich rąk wciąż budzi podziw i zaskoczenie.

Wróćmy jednak do Warszawy, gdzie tradycja szopek, choć nie tak bogata jak w Krakowie, kwitła przez kilka wieków, a jej reminescencję wciąż możemy podziwiać w postaci ruchomej szopki w kościele kapucynów na Miodowej. Świadectwem tej bogatej tradycji są głównie pamiętniki i wspomnienia znanych i mniej znanych mieszkańców Warszawy, Aleksandra Brucknera, Zygmunta Glogera, Pauliny Wilkońskiej, Ferdynanda Hoesicka, Stanisława Arcta, Stanisławy Podhorskiej, Kazimierza Wóycickiego i innych. Dzięki nim będziemy mogli odbyć krótką podróż pod historii warszawskich szopek.

Wróćmy teraz do Warszawy, gdzie tradycja szopek, choć nie tak bogata jak w Krakowie, kwitła przez kilka wieków, a jej reminescencję wciąż możemy podziwiać w postaci ruchomej szopki w kościele kapucynów na Miodowej. Świadectwem tej bogatej tradycji są głównie pamiętniki i wspomnienia znanych i mniej znanych mieszkańców Warszawy, Aleksandra Brucknera, Zygmunta Glogera, Pauliny Wilkońskiej, Ferdynanda Hoesicka, Stanisława Arcta, Stanisławy Podhorskiej, Kazimierza Wóycickiego i innych. Dzięki nim będziemy mogli odbyć krótką podróż pod historii warszawskich szopek - kolorowych wyobrażeń betlejemskiej stajenki.

Pierwszy raz dowiedzieliśmy się o ubogiej szopce, w której na świat przyszedł Jezus Chrystus, z relacji ewangelistów św. św. Mateusza i Łukasza, jednak zwyczaj ustawiania symbolicznej szopki sięga wczesnego średniowiecza i pielęgnowany był początkowo przez benedyktynów i cystersów. Gdy w 1223 roku, w miejscowości Grecio niedaleko Rzymu, św. Franciszek z Asyżu polecił wznieść żłób i przyprowadzić woła i osła, ta niewielka miejscowość na kilka dni zamieniła się w Betlejem. Nic dziwnego, że pomysł nie tylko nabrał rozgłosu, ale i został podchwycony przez zakony w całej Europie (w XIV wieku między innymi przez krakowskie klaryski), a do dziś w wielu kościołach i na miejskich placach możemy podziwiać jasełka z udziałem żywych zwierząt.

Jędrzej Kitowicz wspominał:

Pomienione jasełka, były to ruchomości małe, ustawione w jakim kącie kościoła a czasem zajmujące cały ołtarz. Była to pośrodku szopka mała na czterech słupkach, daszek słomiany mająca; pod tą szopką zrobiony był żłobek, a czasem kolebka wielkości ćwierćłokciowej, w tej lub w tym osóbka Pana Jezusa z wosku lub z papieru klejonego albo z irchy lub płótna konopiami wypchanego uformowana, w pieluszki uwiniona; przy żłóbku z jednej strony wół i osieł z takiejże materyi...utworzone, klęczące i puchaniem swoim Dziecinę Jezusa ogrzewające, z drugiej strony Maryja i Józef stojący przy kolebce, w postaci nachylonej, efekt natężonego kochania i podziwienia wyrażający.

Ksiądz Kitowicz wyjaśnia nam również pewne zawiłości nazewnicze związane z szopką, jasełkami i żłobem. Słowa te możemy spotkać w bardzo różnym kontekście, a czasami będą występowały obocznie w odniesieniu do naszej symbolicznej stajenki powodując zapewne niemałe zamieszanie.

Jasła zaś zowią się zagrody pod żłobem, gdzie słomę na podściel pod konie służącą kładą. […] Ten, co pierwszy wymyślił jasełka, […] rozumiał, że jasła i żłób są imiona jednę rzecz znaczące, tę samą co słowo łacińskie praesepe, przeto lalkom swoim i fraszkom dziecinnym, którymi wyrażał Narodzenie Chrystusowe, nadał imię jasełka. […]

W Warszawie pierwsze szopki bożonarodzeniowe wystawiane były w kościele bernardynów św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu. Jednak to szopka w kościele św. Antoniego przy Senatorskiej budziła niegdyś najwięcej emocji. Można tam było zobaczyć całą galerię postaci – lalek na sprężynach, które przedstawialy sceny związane z Bożem Narodzeniem. Wkrótce kolejne kościoły warszawskie zaczęły prześcigać się w coraz to bardziej osobliwych widowiskach. Łukasz Gołębiowski w dziele “Lud polski, jego zwyczaje, zabobony”*, pozostawił taki obraz szopek warszawskich:

[…] okazywano je od obiadu do nieszporów. Wyobrażały Narodzenie Pańskie, trzech króli, inne przy tym sceny dziwaczne: to wojskowych, ich pochód, zabawy, miłostki i tańce; to szynkarkę, dojące krowy dziewczęta; to dziadów, Żyda nareszcie oszusta, którego porywał i unosił diabeł. Że sceny i deklamacje pokazujących nadto silne wzbudzały śmiechy, uniesienia radości, hałasy, a czasem bywały gorszące, przechodziło do tego, że zgromadzenie i pokazujących sztuki rozganiali słudzy kościelni.

Wkrótce jednak coraz bardziej świeckie przedstawienia, w których niejednokrotnie przekraczano granicę dobrego smaku zostały zakazane przez biskupa Teodora Czartoryskiego w 1738 roku. Szopki przeniosły się więc pod strzechy – do domów i gospód. Jedna z najpopularniejszych prywatnych szopek, w której można było zobaczyć około tysiąca figurek, mieściła się na Pradze w domu Zawadzkiego. Jan Stanisław Bystroń pisze, że na to przedstawienie, zjeżdżała na prawy brzeg Wisły cała Warszawa.

Zakaz biskupa Czartoryskiego z biegiem lat odchodził w zapomnienie. W wieku XIX zapomniano o nim zupełnie, a kościoły znów gromadziły tłumy warszawian. Szczególnie przepełniony przez kilka tygodni był kościół św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu. Zaczęła się coraz częściej pojawiać także szopka obnośna. Aleksander Bruckner jej pochodzenie wywodzi od kościelnych jasełek. Szopki obnośne rozpowszechnili ponoć żacy, którzy teatrzyki dostosowali do swoich potrzeb, przebierali się [...]cudacko i zbudowawszy sobie piękne teatrum, przyozdobione jaskrawym papierem kolorowym, pokazywali różne dziwowiska. "Kurier Warszawski" w numerze 18 z 1848 roku, pisze:

Wyjrzyj tylko ze zmierzchem na ulicę, a spotkasz się niewątpliwie w krótkim bardzo czasie z niejednem towarzystwem żaków, z których najsilniejszy jak ów Atlas, co podług podań bajecznych kulę ziemską dźwigał, dźwiga ogromną szopkę z Jasełkami, reszta zaś jego towarzyszy, cudacznie ubrana, otacza tę główną figurę, niosąc różne rekwizyta do szopki przynależne. Wezwani do domów, żaki owe, przy okazywaniu szopki i figurek w ruch wprowadzonych, recytują niekiedy oracye, a głównie nucą pieśni rozmaitej treści.  

Od żaków zwyczaj szybko przejęli chłopcy z ulicy, przy okazji dostosowując zaczerpnięte od starszych kolegów teksty kolęd do aktualnych okoliczności. Tradycja przyjęła się wśród ludności tak dalece, że nawet znani pisarze chcieli dla szopkarzy pisać teksty piosenek. Jednak ludowa tradycja pozostała wierna swoim bezimiennym poetom. O szopkarzach warszawskich pisze we wspomnieniach Stefania Podhorska-Okołów:

W okresie świąt Bożego Narodzenia krążyły od domu do domu szopki. Szopkarze nie dawali przedstawień na podwórzach, wchodzili po schodach frontowych i pukali do mieszkań. […] Szopce warszawskiej daleko było do malowniczości i bogactwa szopki krakowskiej, ale repertuar był podobny. Zaczynał się od biblijnych dziejów Heroda, zakończonych ścięciem okrutnego króla przez śmierć i porwaniem jego zwłok przez diabła ze słowami: “A za wszystkie twoje zbytki – idź do piekła, boś ty brzydki!”

Wśród głównych bohaterów szopki, obok oczywiście Świętej Rodziny, znalazł się i poczciwy Maćko, który śpiewał:

Dobył tak wielkiego głosu baraniego
Aż się Józef stary przestraszył od niego...
Więc rzecze mu Józef:
Nie śpiewaj tak pięknie.
Bo się Dzieciąteczko Twego śpiewu zlęknie..., był Żyd, diabeł, szlachcic, Małgorzatka, Krakowiak, Kozak wycinający hołubce, Góral, Mazur, Niemiec. Pojawiały się również postacie reprezentujące różne stany: ekonom, strażak, kominiarz, górnik, był i żebrak. Jednak obowiązkową postacią zawsze był okrutnik król Herod, który kończył w ramionach kostuchy. Od jego imienia szopki nazywano równiez “herodami”.

Kolędy i świąteczne przśpiewki z czasem nabierały cech lokalnych. W Warszawie i okolicach, zwłaszcza na Pradze i w Jabłonnie, najbardziej znana była kolęda “Przy onej dolinie”:

Przy onej dolinie, w Judzkiej krainie,
Gdyśmy paśli owce w gęstej krzewinie;
Aż tu z prędka Aniołowie
krzyczą bieżcie, pastuszkowie,
Do Betleem.

Witać Zbawiciela dziś zrodzonego,
Na zimnie w stajence położonego:
Służy mu tam osioł z wołem
Zagrzewając Pana społem,
Chu chu chu chu.

Ja siedząc na budzie, z wielkiego strachu
Zleciałem na ziemię z samego dachu:
Którzy byli tam Anieli,
Zaraz się ze mnie naśmieli,
Do rozpuku.

Dźwigalić mnie z ziemi owi Anieli,
Aż mi skołatali koźlę w kobieli:
Wstań nieboże, bóg pomoże,
Wstań Michale. Ale, ale,
Bok mnie boli.

Porwałem się przecie z pomocą Bożą,
Pobiegłem do braci co siano wożą:
Powiadając swą przygodę,
Oni ze mną poszli w drogę,
Do Betlejem.

Szopki bożonarodzeniowe występowały w wielu wersjach. Niektóre z nich zawierały treści polityczne, satyrę, ale były również takie, które rodzice urządzali ku uciesze swojej dziatwy. O domowej szopce wspomina Ferdynand Hoesick:

dostałem jako prezent na gwiazdkę, śliczną szopkę krakowską. Pamiętam jak ojciec ukryty za dwoma krzesłami, na których wspierała się ta tekturowa szopka, śpiewał różne kolędy, jak przemawiał za śmierć i króla Heroda, za krakowiaka i krakowiankę, za Żyda i dziada.

Szopkowej tradycji nie przerwała nawet II wojna światowa. Spowodowała ona jednak pewne zmiany w treści i w stylizacji postaci. Przy betlejemskiej stajence rolę aniołów pełniły warszawskie urwisy, diabłów przedstawiali SS-mani, a postać króla Heroda zastępował Hitler, Mussolini czy Goebbels, do którego Śmierć wołała:

Czem prędzej się wybierajcie
Do piekiełka pospieszajcie
Lucyper czeka, Lucyper czeka!

Po wojnie do kościołów powróciły tradycyjne jasełka. W 1948 roku powstała najbardziej znana warszawiakom ruchoma szopka w kościele Kapucynów przy Miodowej. W dolnej części kościoła znajduje się żłóbek ze Świętą Rodziną. Przed stajenką przechodzą postacie świętych, błogosławionych, papieży i osób świeckich, znanych z historii. Szopka została skonstruowana i wykonana przez brata Piusa Jankowskiego i brata Konrada Wyczańskiego. Początkowo znajdowała się w górnym kościele, jednak ze względu na znaczną liczbę odwiedzających, już w latach 50. ubiegłego wieku została przeniesiona na dół, na prośbę kardynała Stefana Wyszyńskiego. Co roku szopka wzbogacana jest o kolejny element nawiązujący do ważnych dla Polaków wydarzeń. W ostatnich latach pojawiły się figurki ks. Jerzego Popiełuszki, Jana Pawła II, upamiętniono również katastrofę polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Jaki element pojawi się w tym roku? Jeszcze nie wiadomo. Przekonamy się jednak niedługo. Szopka w kościele Przemienienia Pańskiego przy Miodowej można będzie oglądać codziennie od 26 grudnia do 2 lutego, w godzinach od 10:00 do 18:00.

W Warszawie w okresie świątecznym znajdziemy więcej bożonarodzeniowych szopek. Jeśli będę miała możliwość, wspomnę o nich po Świętach.

Jeśli chcielibyście poczytać o obyczajach i tradycjach, zajrzeć do pamiętników, wspomnień i opowiadań, z których korzystałam, zamieszczam poniżej bibliografię:

1. Kazimierz Władysław Wójcicki, Warszawa i jej społeczność w początkach naszego stulecia - dostępna w internecie.
2. Łukasz Gołębiowski, Lud polski, jego zwyczaje, zabobony - dostępna w internecie
3. Ferdynand Hoesick, Powieść mojego życia, t. 2 - dostępna w internecie.
4. Jedrzej Kitowicz, Opis obyczajów za panowania Augusta III - dostępna w internecie.
5. Stefania Podhorska-Okołów, Warszawa mojego dzieciństwa - dostępna w bibliotekach dzielnicowych.
6. Ponadto korzystałam z archiwalnych czasopism: "Kuriera Warszawskiego", "Tygodnika Ilustrowanego", "Stolicy". Część czasopism dostępna jest w formie cyfrowej w internecie; korzystałam również z Czytelni Varsavianów i Czytelni Czasopism na Koszykowej.

Ponadto korzystałam ze strony internetowej: www.wambierzyce.pl (pochodzi z niej zdjęcie ruchomej szopki), oraz ze strony www.kapucyni.warszawa.pl. z której pochodzi zdjęcie główne (niestety nie mam w prywatnych zbiorach zdjęcia szopki - co mam zamiar w tym roku zmienić ;-) ).

Uwaga: dostęp do części publikacji jest niestety płatny.

Obrazy pochodzą ze strony: http://krystyna-malarstwo-mojapasja.blogspot.com. Są to kolejno:

Józef Rapacki - Z szopką
Edmund Bartłomiejczyk - Szopka
Jacek Malczewski – Jasełka
Władysław Skoczylas - Szopka
Piotr Stachiewicz – Sprzedawca szopek 
Zofia Stryjeńska - Kolędnicy

 

 

 

Dodaj komentarz