Kazimierz Krukowski "Lopek"

Kazimierz Krukowski "Lopek"

Obiecany podczas niedzielnego spaceru tekst pt. "Pies" opracowany przez Kazimierza Krukowskiego. Na dniach postaram się uzupełnić wpis o notę biograficzną autora i o kilka słów na temat kabaretu "U Lopka". Milej lektury :-)

Trzydzieści lat temu w Łazienkach na ławce siedziała mamka i wybitną piersią karmiła niemowlę płci męskiej takiegoż wyznania. Obok mamki siedział drągal w strażackim kasku. Strażak czule zaglądał mamce w oczy, zaś drugą ręką przeszkadzał dziecinie karmić się. Był maj, pachniały bzy i dziecko. Para kochanków zapomniała się... W rezultacie żydowska dziecina upadła na ziemię i rozbiła sobie główkę. - I przeszło lat trzydzieści. - Owa żydowska dziecina - ja się ożeniłem.

Państwo pytają, dlaczego ja się ożeniłem? Po pierwsze - powyższy upadek. Po trzecie posag. Po drugie - tyż posag. To miał być posag? Dopiero po ślubie ja się dowiedziałem, że się ożeniłem z czystej, idealnej miłości.

Wczoraj przychodzi do mnie Malcia i zaczyna czytać kronikę wypadków. Malcia, jak mi chce powiedzieć jakąś nowinę, to mi zawsze czyta wypadki lub wyroki, żeby mnie oswoić z okropnościami. Potem powiedziała:
-Moniek, ja chcę mieć psa. 
Ja wiem, że jak ja jej powiem, żeby nie kupiła psa, to kupi dwa psy. To mówię:
- Malcia, jak się nie boisz, to kup sobie psa. Co do mnie - nie jestem entuzjasta od psów. Zawsze jeden z nas ucieka. Jak mały - to on, jak duży - to ja

I od tego dnia ja poznałem, co to jest psiesymizm, od czego pochodzi słowo psiesymista. Ja chcę Państwu powiedzieć o psie mojej żony. Dawniej pies - to był pies. Miał normalną długość, normalną wysokość, nazywał się Burek, siedział w budzie i szczekał. To ten ma półtora psa długości, ćwierć wysokości, nazywa się Tutuś, siedzi na kanapie i czeka. Czeka, aż ja przyjdę. A jak ja przyjdę, to szczeka. To się nie da opisać, nienawiści tej świni do mnie.

- Co się boisz? - mówi Malcia - mały pies.
- Dziękuję, rewolwer tyż jest mały, a ja za żadne skarby nie zostanę sam na sam z rewolwerem w pokoju. I dlaczego on na mnie szczeka?
- Bo to jest rasowy pies.

Dziękuję, proszę z nim wyjść na ulicę, to on ma co dziesięć kroków swoje drzewo genealogiczne. 
I dlaczego rasowy pies ma szczekkać na tyż, dzięki Bogu, rasowego mężczyznę? I dlaczego rasowy pies nie ma prymitywne zasady wychowania i nie idzie do korytarza na prawo, tylko uzewnętrznia się na kanapie, na której ja siedzę?
I dlaczego, jak go kto inny bierze na kolana, to on nic, a jak ja go biorę, to on robi dosłowne szikany?

Niedawno mówi do mnie Malcia:
- Moniek, wyprowadzisz psa na ulicę.
To włożyli smycz, obrożę, oświaty kaganiec i myśmy poszli. Tośmy wrócili o siódmej wieczór do domu. Dlaczego? - On zaczął ciągnąć. Poleciał przez Nowolipki, Bielańską, tu wąchał, tam wąchał. Ja mówię:
- Tutuś, skarbuś, wróć! Nie. Taki mały pies i taka siła.
- Bo ty nie umiesz postępować z psem.
Co znaczy - "nie umiem postępować"? Ja leciałem kłusa za nim!

Teraz jest nowe zmartwienie. Tutuś chce tatuś. To się szuka dla niego od rana do nocy sukę, Ja państwo daję słowo, że ja za żadną dziewczyną nie latałem tak, jak latam za suką. Ja dostałem psi węch, ja o sto kroków czuję sukę! Jak widzę coś takiego z psiej śmietanki, to ja podchodzę, ja się uśmiecham, ja tego... nic. Mezalians, och broń Boże, nie może Tutuś zrobić. 

Dowiedziałem się, że hrabia Pykajłło ma tej samej rasy suczkę. Taka sama niebieska psia krew. No to myśmy się już umówili, już wszystko było załatwione, to dzisiaj rano on telefonuje do mnie, że:
- Bardzo przepraszam, ale to psie, rajskie wesele jest niemożliwe.
- Dlaczego?
- Bo myśmy się dowiedzieli, że państwo są Żydzi...

 

***

Pisownia oryginalna.

 

 

 

 

Dział:Kultura

Dodaj komentarz