Na śledzika do Karasia

Na śledzika do Karasia

Krótką opowieść o szynku „Karaś” aż chciałoby się rozpocząć od słów: „dawno temu, na obrzeżach prowincjonalnego miasteczka X, stała rozpadająca się gospoda. I choć wydawać by się mogło, że nawet pies z kulawą nogą tu nie zagląda, to ponure miejsce w swoich wnętrzach gromadziło doprawdy całą okoliczną czarnocharakterię.” A jednak nic, oprócz ciemnych typków, w tym wstępie się nie zgadza, bo ani to prowincja, ani obrzeża, ani tym bardziej rozpadająca się gospoda. Szynk Pod Karasiem mieścił się bowiem we wnętrzach pięknego pałacu znajdującego się niegdyś przy Krakowskim Przedmieściu, tuż za pomnikiem Mikołaja Kopernika. Dziś w tym miejscu znajduje się raczej mało urokliwy parking.

 Pałac Karasia

Historia pałacu sięga drugiej połowy osiemnastego wieku. W latach 1768-1772 na gruntach leżących na Oboźnej ulicy, na przeciw starej kaplicy, zaraz obok gmachów Kazimierowskich, wyrósł okazały pałac Kazimierza Karasia. Zaprojektowany przez królewskiego architekta – Jakuba Fontanę w stylu wczesnego klasycyzmu, przez ponad sto lat był ozdobą warszawskiej Royal Route. Co ciekawe, fasada budynku wzorowana była na elewacji dziedzińcowej Zamku Królewskiego.

Grunt pod budowę obiektu podarował Karasiowi sam król Stanisław August Poniatowski, nie wypada więc nie odpowiedzieć na pytanie – kim był szanowny pan Karaś, skoro taka łaska na niego spłynęła? Otóż był on stronnikiem królewskim, zaufanym i oddanym marszałkiem prywatnym rodziny króla. Jak pisze Stanisław Thugutt Trzymał się Poniatowskich bezwzględnie, i bez zastrzeżeń. To było jego właściwym zawodem. Być może przywiązanie Karasia do królewskiej rodziny jest wystarczającym wyjaśnieniem dla umieszczenia na fasadzie pałacu aż dwóch medalionów z popiersiem króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, z których monarcha spoglądał na Warszawę wystylizowany na rzymskiego cesarza. 

 Pałac Karasia

Kazimierz Karaś długo w pałacu nie miał zaszczytu urzędować. Zmarł zaledwie trzy lata po zakończeniu budowy pięknego gmachu. Wkrótce Pałac Karasia wydzierżawiono Królewskiemu Korpusowi Paziów, a podczas insurekcji kościuszkowskiej mieściła się tu ponoć kwatera samego Tadeusza Kościuszki.

W 1808 roku, pałac wynajął Karol Morand, generał napoleoński. Przeszedł on do historii głównie dzięki swoim ekspresowym zaręczynom, otóż zakochał się, co się nazywa szlachetnie i nazajutrz pojechał z całą pompą do rodziców panny i oświadczył się o jej rękę. W miłosnym szale generał Morand narzeczonej nie tylko serce oddał, ale i cały majątek jaki miał w Westfalii.

Do kolejnych osobliwych mieszkańców pałacu, z pewnością zaliczyć należy pannę Teresę Kicką. Słynąca z niezwykłej urody i despotycznego charakteru, otoczona najzamożniejszymi gentlemanami z całego świata, wciąż odrzucała konkury i deptała serca....aż została sama. Do śmierci.

Jednak najciekawsze, najbardziej mroczne dzieje pałacu Karasia zaczynają się u progu XX wieku. Ciągłe problemy z określeniem praw własności do budynku sprawiły, że zaczęły do niego ściągać coraz tłumniej bardzo podejrzane „elementa” społeczne. Wkrótce swe podwoje otworzył szynk „Karaś”, najpodlejszy lokal, jeśli nie w mieście, to z pewnością w okolicy. W piciu wódki lubowały się tu przede wszystkim kucharki. Miłość do alkoholu spychała więc na drugi plan dbałość o jakość serwowanych posiłków.

Tu, w tym zapiecku szatana, można było napić się wódki nawet wtedy, kiedy było już właściwie zamknięte, a główną klientelę stanowili bezrobotni, ale nie „z konieczności, a z wyboru”.

Posłuchajcie: Deszcz jak z cebra
lał na warszawiaków żebra,
w mgle parszywiał Nowy Świat,
gad i kat i brat i swat,
I szynk "Pod Karasiem".[1]

W statystykach knajpianych awantur „Karaś” nie miał sobie równych, a obelga „łobuz spod Karasia” była w owym czasie potwarzą najgorszą z możliwych. Jednak największą ciekawostką była karta dań. Jaki pisze Stanisław Milewski Główna izba - według opisu z epoki - pełna była zaduchu i błota. Klientom oferowano tu niebieskie od pleśni pomarańcze, nadpsute jabłka, rzodkiew, bułki, salcesony i pierniki oraz podejrzane zupy postne po 11,5 kopiejki za porcję, które spożywali na bruku pod murem. Widać tu było często tuzinkowych paniczów i zawoalowane damulki, chyłkiem pod murem wsuwające się wewnątrz dla pokrzepienia ulubionym truneczkiem.

Był więc szynk „Karaś” barwnym elementem na mapie dziewiętnastowiecznej Warszawy, jednak mimo naprawdę przystępnych cen alkoholu i trunków, trudno by go nazwać protoplastą „Przekąsek i zakąsek”. Dzieje pałacu nie były już jednak tak kolorowe. Na początku XX wieku rozebrano jego lewe skrzydło, aby poszerzyć nieco bardzo ciasną ulicę Oboźną. Wkrótce, w 1912 roku, zabytkowy budynek rozebrano z myślą o przeznaczeniu powstałej parceli pod budowę kamienicy dochodowej. Do realizacji planów nigdy nie doszło. I tak oto, po stu latach od rozbiórki „Karasia”, placyk na którym niegdyś stał, wciąż świeci pustką. Może kiedyś...? 




[1] O tem otruciu derektora Mickiewicza, Konstanty Ildefons Gałczyński

Dział:

Dodaj komentarz