Warszawa w cytatach - "Dziecko salonu"

Warszawa w cytatach - "Dziecko salonu"

Zaczynał się wiek dwudziesty. W głębi minionego czasu majaczy carska Warszawa pełna kościołów przerobionych na cerkwie i pałaców pomalowanych jaskrawymi farbami na rosyjską modłę. Drewniane bruki. Tramwaj konny. Żółte omnibusy. Dorożki. Dwujęzyczne szyldy. Na ulicach tłumy Rosjan. Damy w długich sukniach i ogromnych kapeluszach. Nobliwie wyglądający brodaci panowie, w tużurkach, w melonikach. Przez miasto biegnie niepozorny rudawy młodzieniec z bródką, w okularach, w studenckim mundurze. Dokąd zmierza? Z wykładu patologii na Krakowskim Przedmieściu do redakcji "Głosu" z nowym odcinkiem <<Dziecka salonu>>? Albo na ulicę Moniuszki, do państwa Lauerów, gdzie odbędzie się wykład Wacława Nałkowskiego, a kilkunastoletni Henryś Lauer wciśnie mu po kryjomu plik socjalistycznej "bibuły". Jeśli to jest sobota, kieruje się w stronę ulicy Ciepłej. W domu pod numerem 56 ma dyżur w bezpłatnej czytelni Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Pod drzwiami już kłębi się tłum polskich i żydowskich wyrostków, a w środku błękitnooka, złotowłosa panna Hela Brunówna szepcze mu na ucho, że brata, Julka, znowu zabrali na Pawiak. Wieczorem upija się w ordynarnym szynku w dzielnicy biedoty na Powiślu. A po powrocie do domu, na palcach, żeby nie budzić matki, idzie do swojego pokoju, siada przy biurku nad rozpoczętym manuskryptem <<Dziecka salonu>> i każde bohaterowi westchnąć: "[...] tak nudnej książki jak moje życie - nie spotkałem jeszcze".

Janusz Korczak, Dziecko salonu, w: Dzieła, t. 1, s. 245.

Dział:Historia